***
Słodkimi oczyma Słodkiego Niall'a *** (hahahahaha)
Chyba
się zakochałem. Tak, to dobre określenie. "Chyba". Jak
ją widzę, serce przyspiesza mi i czuję motylki w brzuchu. Tylko
Ona pewnie tego nie odwzajemnia. Nigdy nie wiedziałem, jak się
rozmawia z dziewczynami. Pewnie Harry, bądź Zayn mi ją odbiją.
Ehh... Ja to mam ciężkie życie.
***
następnego dnia, wtorek, 11:00 ***
***
Oczami Jagody ***
Pojechałam
z Marry do chłopaków. A co! Będę sie wpraszać! Hahaha... Jestem
zua. Dobraa. Jestem kilka dni w Londynie, poznałam chłopców z
sławnego boyband'u, a teraz wbijam im się na chatę! Lol. Jestem
porypana. Puknęlam 5 razy w drzwi. Otworzył mi ledwo przytomny
Niall. Pewnie dopiero wstał. On jest taaaaki przystojny! Był w
samych, dresowych spodniach. Nie miał koszulki. Ale on ma pięknie
wyżeźbiony tors!
-Hej,
hej! - wyminęłam go i weszłam do domu. Popatrzył na mnie, jak na
ducha po czym przytulił się do Marry.
-Co
ty tu robisz? - zapytał nadal trochę śpiący
-A
co? Nie mogę przyjść do kolegów? - zapytałam
-Nie
no! Pewnie że możesz – odpowiedział szybko Niall – to ja
tylko skoczę na górę się przebrać i zaraz wracam – dodał.
-Nie
no spoko – uśmiechnęłam się.
-No
to.... Wait a minute. - odwzajemnił uśmiech Niall.
-A
gdzie chłopcy? - zapytałam, jak już był na pierwszym schodku.
-Śpią.
Nigdy po imprezie tak często nie wstają – zatrzymał się.
-A
ty? Też imprezowałeś? A tak poza tym. Kiedy znaleśli wczoraj
czas na imprezowanie? - zapytałam.
-Nieee....
U mnie to normalka wstawać o 12. Jak wyszłyście, to oni poszli do
klubu. – uśmiechnął się Niall i poczłapał na górę. Po
jakiś 10 minutach usłyszałam, jak wchodzi do pokojów i budzi
chłopaków. Jakieś 10 minut po pobudce zjawił sie na dole. Był
ubrany w dopasowaną, białą koszulkę, która podkreślała jego
mięśnie i czarne rurki. Do tego białe trampki. Wyglądał
świetnie.
-Czeeeemuuuu
taaak wczzzeeeeeśnieeeee naaaasss obbbuuuuudziiiiłaaaaaśśśś???
- zaczęłi jęczeć wszyscy oprócz Niall'a.
-Bo
się właśnie w tej chwili zbieracie i idziemy do mnie do domu.-
zakomunikowałam
-Eee....
Yyyy..... Ale my śniadania nie zjedliśmy – powiedział Horan
drapiąc się po głowie.
-No
to kurde ruszać leniwe dupska do kuchni! Albo czekajcie! Ja wam
zrobie śniedanie – powiedziałam.
-To
ja idę wystylizować moje włosy – powiedział zaspanym głosem
Zayn.
-A
jak z moimi włosami? - zapytał Harry.
Szczerze
dopiero teraz to zauważyłam. Miał wyprostowane włosy, a jak Lou i
Li zobaczyli, że się na niego paczę, wybuchnęłi śmiechem.
-To
o co chodzi? - dopytywał Hazza.
-Yyyy....
Lepiej idź i przeglądnij się w lustrze. - powiedziałam
chichocząc.
Harold
nie wiedząc o co kaman, podszedł do wielkiego lustra w
przedpokoju. Gdy siebie zobaczył wydarł się na cały dom "LIAM!!!
LOUIS!!! ZABIJE WAS DEBILE!!! IDIOCI JEBANI!!!" Zaczął ganiać
ich po domu z patelnią w ręku, a ja w tym czasie przygotowywałam
naleśniki. Mniaamm... Pycha były. Pocieszyłam Hazzę i
zaproponowałam, że mogę mu zakręcić włosy. Dodałam też, że
proste włosy podkreślają zarys jego twarzy i, że dzięki temu
wygląda przystojniej. Trochę go tymi słowami posieszyłam, ale i
tak był nieźle wkurzony. O godzinie 13, jak już się chłopaki
ogarnęłi, a Haroldowi troche włosy "znormalniały",
poszliśmy do mnie. Zaczęliśmy oglądać Tytanica. Niall rozryczał
się jak małe dziecko, przy pierwszych 30 minutach filmu. Nagle Zayn
i Harry udali się do kuchni. Wiedziałam, że coś jest nie tak.
Skradałam się po cichutku w stronę kuchni. Podsłuchałam rozmowę.
A brzmiała ona tak:
-Ej!
Chcesz się założyć o coś? - zapytał Harry z chytrym
uśmieszkiem.
-Zależy
o co... - dopowiedział mulat.
-Który
z nas pierwszy poderwie Jagode? - zaproponował Loczek.
-No
nie wiem... Nie wydaje mi się, że na nas poleci – powiedział
Zayn
-Poleci,
poleci. To jak? Ten kto przegra, daje 100 dolców wygranemu. Co ty
na to?
-Hmmm....
Ok. Ale nikt nie może się o tym dowiedzieć.
Potem
rozmawiali jeszcze. Jednak ja, zaczęłam pisać sms'a po słowach
Hazzy "Który z nas pierwszych poderwie Jagode?" Wiadomość
była zaadresowana do Niall'a, a brzmiała ona tak:
"Hej
Niall! Wiem, że jesteś zajęty oglądaniem filmu, ale czy mógłbyś
się po cichu zakraść do kuchni? To bardzo ważne! Jagoda." Po
jakichś 10 sekundach zobaczyłam skradającego się Niall'a w moją
stronę. Postanowiłam dać chłopcom nauczkę. Szepnęłąm cicho do
blondyna: "Wejdź do kuchni, jak gdyby nigdy nic. Wejdę zaraz
po Tobie. Później Ci wytłumaczę o co chodzi". Pokiwał głową
twierdząco i ruszył do kuchni. Ja za nim.
-Patrzcie!
To ON wygrał! - zwróciłam się do mulata i loczka.
Złapałam
Niall'a za kołnierz, szepnęłam ciche "przepraszam" po
czym wpiłam się w jego usta. To był długi i namiętny pocałunek,
który On oddał. Chłopcy stali oniemiali.
-Nie
jestem zabawką – powiedziałam wychodząc z kuchni. Niall szybko
złapał mnie za nadgarstek i poprowadził na górę. Moja siostra
(o dziwo) siedziała szlochając wtulona w płaczącego Louis'a.
Ahhh... Co też emocje potrafią uczynić z człowieka.
-Co
to było? - zapytał spokojnym głosem blondyn.
-No
bo posłuchaj. Ja wchodziłam do kuchni, a tam chłopaki się o coś
założyli.
-I
co z tego? - wtrącił się Niall.
-Nie
przerywaj! No więc tak. Założyli się o to, który z nich mnie
pierwszy poderwie. Dziwne co? Chciałam im pokazać, że nie mają
szans. Więc pocałowałam Ciebie. - zakończyłam swój monolog.
-Aha...
- powiedział zgaszony – czyli to dla Ciebie nic nie znaczyło? -
zapytał z nadzieją.
-Tak...
Znaczy nie... Niall. Jesteś świetnym chłopakiem, ale wyjeżdżam
niedługo i nie ma sensu na jakiś "romans". -zakreśliłam
cudzysłów w powietrzu.
-Ah.
Rozumiem. Idę na dół. - powiedział smuty.
Dokończyliśmy
oglądać film i postanowiliśmy, że się w coś pobawimy. Z
pięcioma dużymi dzieciami nie było o to trudno. Zaproponowałam
konkurs kulinarny. Mary była sędzią.
Były
dwie grupy. Ja, Niall i Louis kontra Harry, Liam i Zayn. Miałam
pecha, ponieważ Harold był świetnym kucharzem. Nasza grupa (gr. 1)
miała zrobić drugie danie i deser. A grupa przeciwna (gr. 2)
przystawki i jakąś zupę. Najbardziej ja się śmiałam, gdy
okazało się, że nie zrobią zupy, bo Liam boi się łyżek i
ciągle się darł "Zayn! WEŹ TE ŁYŻKI! ZAYNNNNN!!!!" Ja
się turlałam po podłodze ze śmiechu. Za to u nas Niall ciągle
wyjadał składniki, a Louis ciągle dodawał marchewki. Nawet do
deseru. Harry natomiast jako jedyny był spokojny i gotował. Poszłam
z Lou na kompromis. Zrobimy ciasto w kształcie marchewki, a do
ciasta lody mango. Powiedział, że ok.
A
z Niall'em się umówiłam, że przygotuje o 2 porcje więcej
wszystkiego. Na drugie danie zrobiliśmy lasagne. Powiem skromnie –
była pyszna! A deser taki jak mówiłam. Też był dobry.
Przeciwnicy zrobili rosół i jakieś grzanki. Moja siostra ogłosiła
werdykt:
-Uwaga!
Uwaga! Wygrała drużyna......!
___________________________________________________________________
The END! *tego rodzizału*. Coraz gorzej mi idzie pisanie. W tym rozdziale było duużo akcji... czekajcie na więcej! Do przyszłego tygodnia! <3