niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział 6



*** Słodkimi oczyma Słodkiego Niall'a *** (hahahahaha)


Chyba się zakochałem. Tak, to dobre określenie. "Chyba". Jak ją widzę, serce przyspiesza mi i czuję motylki w brzuchu. Tylko Ona pewnie tego nie odwzajemnia. Nigdy nie wiedziałem, jak się rozmawia z dziewczynami. Pewnie Harry, bądź Zayn mi ją odbiją. Ehh... Ja to mam ciężkie życie.


*** następnego dnia, wtorek, 11:00 ***

*** Oczami Jagody ***

Pojechałam z Marry do chłopaków. A co! Będę sie wpraszać! Hahaha... Jestem zua. Dobraa. Jestem kilka dni w Londynie, poznałam chłopców z sławnego boyband'u, a teraz wbijam im się na chatę! Lol. Jestem porypana. Puknęlam 5 razy w drzwi. Otworzył mi ledwo przytomny Niall. Pewnie dopiero wstał. On jest taaaaki przystojny! Był w samych, dresowych spodniach. Nie miał koszulki. Ale on ma pięknie wyżeźbiony tors!
-Hej, hej! - wyminęłam go i weszłam do domu. Popatrzył na mnie, jak na ducha po czym przytulił się do Marry.
-Co ty tu robisz? - zapytał nadal trochę śpiący
-A co? Nie mogę przyjść do kolegów? - zapytałam
-Nie no! Pewnie że możesz – odpowiedział szybko Niall – to ja tylko skoczę na górę się przebrać i zaraz wracam – dodał.
-Nie no spoko – uśmiechnęłam się.
-No to.... Wait a minute. - odwzajemnił uśmiech Niall.
-A gdzie chłopcy? - zapytałam, jak już był na pierwszym schodku.
-Śpią. Nigdy po imprezie tak często nie wstają – zatrzymał się.
-A ty? Też imprezowałeś? A tak poza tym. Kiedy znaleśli wczoraj czas na imprezowanie? - zapytałam.
-Nieee.... U mnie to normalka wstawać o 12. Jak wyszłyście, to oni poszli do klubu. – uśmiechnął się Niall i poczłapał na górę. Po jakiś 10 minutach usłyszałam, jak wchodzi do pokojów i budzi chłopaków. Jakieś 10 minut po pobudce zjawił sie na dole. Był ubrany w dopasowaną, białą koszulkę, która podkreślała jego mięśnie i czarne rurki. Do tego białe trampki. Wyglądał świetnie.
-Czeeeemuuuu taaak wczzzeeeeeśnieeeee naaaasss obbbuuuuudziiiiłaaaaaśśśś??? - zaczęłi jęczeć wszyscy oprócz Niall'a.
-Bo się właśnie w tej chwili zbieracie i idziemy do mnie do domu.- zakomunikowałam
-Eee.... Yyyy..... Ale my śniadania nie zjedliśmy – powiedział Horan drapiąc się po głowie.
-No to kurde ruszać leniwe dupska do kuchni! Albo czekajcie! Ja wam zrobie śniedanie – powiedziałam.
-To ja idę wystylizować moje włosy – powiedział zaspanym głosem Zayn.
-A jak z moimi włosami? - zapytał Harry.

Szczerze dopiero teraz to zauważyłam. Miał wyprostowane włosy, a jak Lou i Li zobaczyli, że się na niego paczę, wybuchnęłi śmiechem.
-To o co chodzi? - dopytywał Hazza.
-Yyyy.... Lepiej idź i przeglądnij się w lustrze. - powiedziałam chichocząc.

Harold nie wiedząc o co kaman, podszedł do wielkiego lustra w przedpokoju. Gdy siebie zobaczył wydarł się na cały dom "LIAM!!! LOUIS!!! ZABIJE WAS DEBILE!!! IDIOCI JEBANI!!!" Zaczął ganiać ich po domu z patelnią w ręku, a ja w tym czasie przygotowywałam naleśniki. Mniaamm... Pycha były. Pocieszyłam Hazzę i zaproponowałam, że mogę mu zakręcić włosy. Dodałam też, że proste włosy podkreślają zarys jego twarzy i, że dzięki temu wygląda przystojniej. Trochę go tymi słowami posieszyłam, ale i tak był nieźle wkurzony. O godzinie 13, jak już się chłopaki ogarnęłi, a Haroldowi troche włosy "znormalniały", poszliśmy do mnie. Zaczęliśmy oglądać Tytanica. Niall rozryczał się jak małe dziecko, przy pierwszych 30 minutach filmu. Nagle Zayn i Harry udali się do kuchni. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Skradałam się po cichutku w stronę kuchni. Podsłuchałam rozmowę. A brzmiała ona tak:
-Ej! Chcesz się założyć o coś? - zapytał Harry z chytrym uśmieszkiem.
-Zależy o co... - dopowiedział mulat.
-Który z nas pierwszy poderwie Jagode? - zaproponował Loczek.
-No nie wiem... Nie wydaje mi się, że na nas poleci – powiedział Zayn
-Poleci, poleci. To jak? Ten kto przegra, daje 100 dolców wygranemu. Co ty na to?
-Hmmm.... Ok. Ale nikt nie może się o tym dowiedzieć.

Potem rozmawiali jeszcze. Jednak ja, zaczęłam pisać sms'a po słowach Hazzy "Który z nas pierwszych poderwie Jagode?" Wiadomość była zaadresowana do Niall'a, a brzmiała ona tak:
"Hej Niall! Wiem, że jesteś zajęty oglądaniem filmu, ale czy mógłbyś się po cichu zakraść do kuchni? To bardzo ważne! Jagoda." Po jakichś 10 sekundach zobaczyłam skradającego się Niall'a w moją stronę. Postanowiłam dać chłopcom nauczkę. Szepnęłąm cicho do blondyna: "Wejdź do kuchni, jak gdyby nigdy nic. Wejdę zaraz po Tobie. Później Ci wytłumaczę o co chodzi". Pokiwał głową twierdząco i ruszył do kuchni. Ja za nim.

-Patrzcie! To ON wygrał! - zwróciłam się do mulata i loczka.

Złapałam Niall'a za kołnierz, szepnęłam ciche "przepraszam" po czym wpiłam się w jego usta. To był długi i namiętny pocałunek, który On oddał. Chłopcy stali oniemiali.
-Nie jestem zabawką – powiedziałam wychodząc z kuchni. Niall szybko złapał mnie za nadgarstek i poprowadził na górę. Moja siostra (o dziwo) siedziała szlochając wtulona w płaczącego Louis'a. Ahhh... Co też emocje potrafią uczynić z człowieka.
-Co to było? - zapytał spokojnym głosem blondyn.
-No bo posłuchaj. Ja wchodziłam do kuchni, a tam chłopaki się o coś założyli.
-I co z tego? - wtrącił się Niall.
-Nie przerywaj! No więc tak. Założyli się o to, który z nich mnie pierwszy poderwie. Dziwne co? Chciałam im pokazać, że nie mają szans. Więc pocałowałam Ciebie. - zakończyłam swój monolog.
-Aha... - powiedział zgaszony – czyli to dla Ciebie nic nie znaczyło? - zapytał z nadzieją.
-Tak... Znaczy nie... Niall. Jesteś świetnym chłopakiem, ale wyjeżdżam niedługo i nie ma sensu na jakiś "romans". -zakreśliłam cudzysłów w powietrzu.
-Ah. Rozumiem. Idę na dół. - powiedział smuty.


Dokończyliśmy oglądać film i postanowiliśmy, że się w coś pobawimy. Z pięcioma dużymi dzieciami nie było o to trudno. Zaproponowałam konkurs kulinarny. Mary była sędzią.
Były dwie grupy. Ja, Niall i Louis kontra Harry, Liam i Zayn. Miałam pecha, ponieważ Harold był świetnym kucharzem. Nasza grupa (gr. 1) miała zrobić drugie danie i deser. A grupa przeciwna (gr. 2) przystawki i jakąś zupę. Najbardziej ja się śmiałam, gdy okazało się, że nie zrobią zupy, bo Liam boi się łyżek i ciągle się darł "Zayn! WEŹ TE ŁYŻKI! ZAYNNNNN!!!!" Ja się turlałam po podłodze ze śmiechu. Za to u nas Niall ciągle wyjadał składniki, a Louis ciągle dodawał marchewki. Nawet do deseru. Harry natomiast jako jedyny był spokojny i gotował. Poszłam z Lou na kompromis. Zrobimy ciasto w kształcie marchewki, a do ciasta lody mango. Powiedział, że ok.
A z Niall'em się umówiłam, że przygotuje o 2 porcje więcej wszystkiego. Na drugie danie zrobiliśmy lasagne. Powiem skromnie – była pyszna! A deser taki jak mówiłam. Też był dobry. Przeciwnicy zrobili rosół i jakieś grzanki. Moja siostra ogłosiła werdykt:
-Uwaga! Uwaga! Wygrała drużyna......!



___________________________________________________________________
The END! *tego rodzizału*. Coraz gorzej mi idzie pisanie. W tym rozdziale było duużo akcji... czekajcie na więcej! Do przyszłego tygodnia! <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz