czwartek, 7 lutego 2013

Rozdział 3


Kiedy zeszłam na dół... po prostu zamarłam. Blondynek grzebał w lodówce. Harry, Louis i Zayn urządzili sobie bitwę na poduszki z których sypały sie pióra, a jedyny rozumny Liam siedział na kanapie i poważnie im się przyglądał. Gdy tylko mnie zobaczyli zrobili oczy 'a la kotek ze Shreka. Po prostu cudny widok. Nie, nie zdemolowany salon tylko pięć przystojniaków w nim. Z jednej strony byłam wściakła za zniszczenie poduszek, a z drugiej dziękowałam Bogu za takie szczęście.

- yyy... Wiesz... Bo my... Ten... No... Przepraszamy- chcieli wymgać się winowajcy od poduszek.

-Ha ha ha- normalnie tarzałam się po podłodze ze śmiechu. Jak mam takie głupawki nie mogę się opamiętać. Sama nie wiem, z czego się śmialam. Taki lekki napad.

- Yyyy... - chłopcy popatrzyli na mnie jak na jakąś idiotkę. Przestałam się śmiać i byłam trochę zawstydzona z mojej głupoty. No ale cóż. Taka już jestem.

- To gdzie idziemy? Nie chce mi się. Najchętniej to bym posiedziała w domu, pochrupała marchewki i pooglądała film- powiedziałam

- Toż to zbrodnia! Tylko ja mogę jeść marchewki w tym mieście!- zaczęło odbijać Louis'owi.
Uśmiechnęłam się pod nosem, po czym ruszyłam w stronę drzwi. Znalazł się "dżentelmen" od siedmiu boleści. Zayn próbując być uprzejmy i otworzyć mi drzwi, tak się nimi (drzwiami) zamachnął, że mnie uderzył w nos. Trochę krwi mi z niego poleciało.

-Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Nie chciałem! Przepraszam!- zaczął zawodzić Zayn.

-Nic się nie stało – powiedziałam gorzko. Pierwsze spotkanie i od razu wtopa. Ehh... Ja to mam szczęście. Od razu podbiegli do mnie wszyscy chłopcy. Myślałam że chcą mnie zawieść do szpitala, tak się tym przejeli.

-Spokojnie, chłopaki! To tylko krew! Dajcie mi dojść do łazienki!
Tym całym zamieszaniem zbudziłam moją siostrę, która (O zgrozo!) zaczęłą piszczeć na ich widok, skakać, i uwieszać się na nich. Boże, ale się przez nią wstydu najadłam. Natomiast jak zobaczyła moją krew, króra ciekła mi z nosa, zaczęła krzyczeć (oczywiście w naszym ojczystym języku) "MÓJ BOŻE, JAGODA! CO CI JEST! WEŹ TĘ KREW BO ZARAZ ZEMDLEJĘ!". Jak powiedziała tak zrobiła. Zemdlała. Louis zaniósł ją na górę; za to byłam mu bardzo wdzięczna.
Liam przysiósł mi lód z zamrażarki i przyłożył do nosa. Podziękowałam mu skromnie. Potem poszłam do toalety umyć się z resztek krwi. Zeszło mi dobre pół godziny. Że tez ja muszę się tak grzebać!

-Ok, chłopaki, chyba nic z tego wyjścia nie będzie. Nie mogę zostawić siostry samej. Trudno. Może innym razem. A tak poza tym, to czy my się nie za mało znamy?

-No.... Może. Ale od razu wywarłaś na nas dobre wrażenie – potwierdził Lou. - to my będziemy sie zbierać.

-Ehh.. No to zmykajcie. Ja już sobie poradzę a wy sio! Już! Nie ma was- mówiłam żartobliwym tonem - jak coś to dzwońcie. - podarowałam im uroczego smajla, po czym poszłam na górę ocucić moją siostrę.
Kurczę. Poznałam pięciu świetnych chłopaków i, oczywiście, od razu ich spłoszyłam. Jezu! Ale ze mnie baranka! No cóz... I tak by mnie nie polubili. Jak tylko wyszli za drzwi, rozległ się dzwonek telefonu. Nieznany numer. No supeer.

-Haloo? - zapytałam

-Hej. To kiedy umówimy się na kawe? Obiecałaś nam! - krzyknął do telefonu Niall

-Dopiero co wyszliście ode mnie z domu, a już chcecie się umawiać na kawę?Ha ha ha! Prędcy jesteście! Nie możecie się beze mnie obejść! - mówiłam przez śmiech.

-No... Wiesz. Byliśmy z tobą nawet nie godzinę – powiedział Lou. - Zdążyliśmy się stęsknić- dodał Zayn

-Dobra, dobra.. Teraz tak mówicie! – chichotałam do aparatu
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę.Postanowiliśmy, że spotkamy się wieczorem, o18 w Nando's. Maryśka obudziła się o jakiejś 10. Zrobiłam sobie i jej śniadanie. Później ruszyłam z nią na zakupy. Nie powiem- jak na 12-latkę miała dobry gust. Wybrała dla mnie to. Uwielbiam takie proste stylizacje! Mary dla siebie wybrała to i to
Ona jest wysoką nastolatką, więc było jej w tym do twarzy. ( mi było by w tym lepiej, ale nie wnikam :D) Ja wybrałam sobie jeszcze to. Pochodziłyśmy jeszcze po sklepach.

*** godzina 15, centrum handlowe, raj dla mnie ***

-Maryśka! Wracajmy! Nogi mnie bolą – jęczałam

-Jeszcze jeden sklep! Plisss! U nas w Polsce nie ma takich świetnych ciuchów!

-Ej! Kasa nam się kończy! Chodź, bo całą kasę wydasz!
Mała niechętnie mnie posłuchala. Gdy przyszłyśmy (z buta!) do domu była już 16. Przestraszyłam się, iz moge się spóźnić. Tylko zaistniał problem – Mary nie może sama zostać w domu. W polsce mnie by to nie obchodziło i zostawiłabym ja na pastwe losu, ale jesteśmy w obcym kraju, a ja tak sie zachowywać nie mogę. Bo jak matka się dowie, to mnie zabije. Przebrałam się w to i poszłam porozmawiac z Maryśką. No bo kurczę, nie wezmę jej, bo zaraz będzie się uwieszała na każdym z nich. "Co zrobić!? Co zrobić?" gorączkowo myślałam. Nic jednak do mojego pustego łba nie przychodziło.  

-dam ci trzy dychy, jak zostaniesz w domu i zamkniesz drzwi na klucz pod moją nie obecność- powiedziałam. Nic innego nie przychodziło mi do głowy.

-Cztery i zgoda! - krzyknęła Mary. Co za podła małpa!

-Okej! Tylko masz nigdzie nie wychodzić i zamknąć wszystkie drzwi i okna! - krzyknęlam.

-A tak wogule... To gdzie wy wychodzisz? - sapytała dziewczynka

-A co cie to? Idę do baru cos zjeść

-No super! Ty będziesz się obżerała a ja tu będę siedziała!  

-Zamówię ci pizzę! NIE JĘCZ JUŻ! - zdenerwowałam się jej postawą.

O godzinie 17 wyszłam z domu i czaczęłam się kierować w stronę centrum. O 17:50 byłam już na miejscu i oczekiwalam chłopaków. Przyszli punktualnie. Przywitałam się ze wszystkimi przytulańcem i buziakiem w policzek. Pogadaliśmy troszkę po cyzm podszedł do nas kelner.

-Dzień dobry. Czy cos podać? - zapytał

-To co zawsze! - krzyknął uradowany Niall

-A dla pani? - tu kelner zwrócił się do mnie.

-Hmm... Ja poproszę to co oni – uśmiechnęlam się, a kelner coś zanotował.

-No to opowiedz nam coś o sobie – powiedział Zayn.  

-Mam na imię Jagoda i mieszkam w Polsce. Koniec sprawozdania – odpowiedziałam.

-Aaaa... Coś konkretnego? Np. Ile masz lat, do jakiej szkoły chodzisz, co chciałabyś robić zawodowo, jakich lubisz facetów – brunetów, blondynów, szatynów, brązowookich, niebieskookich, zielonookich,szarookich itp.

-Hahahaha! A co książkę piszesz? - nie chciałam odpowiadać na ostatnie pytanie...

-On tylko tak z ciekawości – bronił go Harry – A ja też chcę wiedzieć! - krzyknął uradowany z myślą, że mu powiem

-Lat 19, studia, nie wiem, nie odpowiem. - powiedziałam lekko rozdrażniona.  

-Jaki kierunek? - zapytał Harry

-A co cię to obchodzi? To moje życie, a nie twoje loczku – posłałam mu megga słodziachnego smajla.  

-Dobra już nie pytamy – rzekł Zayn – A... jeszcze jedno, malusieńkie pytanko...

-Jakie? - spytałam  

-Co lubisz robić w wolnym czasie? - zapytał brązowooki









___________________________________________



Tak więc jestem! Przepraszam za błędy ortograficzne. Jest taki błąd dotyczący kropek. Pisałam o tym wcześniej. Za to serdecznie przepraszam.
Dodałam rozdział dzisiaj i zapewne dodam jutro :) Piszcie o czym chcielibyście przeczytać na tym blogu. A więcc.... Do jutra ! :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz