Kiedy
zeszłam na dół... po prostu zamarłam. Blondynek grzebał w
lodówce. Harry, Louis i Zayn urządzili sobie bitwę na poduszki z
których sypały sie pióra, a jedyny rozumny Liam siedział na
kanapie i poważnie im się przyglądał. Gdy tylko mnie zobaczyli
zrobili oczy 'a la kotek ze Shreka. Po prostu cudny widok. Nie, nie
zdemolowany salon tylko pięć przystojniaków w nim. Z jednej strony
byłam wściakła za zniszczenie poduszek, a z drugiej dziękowałam
Bogu za takie szczęście.
- yyy...
Wiesz... Bo my... Ten... No... Przepraszamy- chcieli wymgać się
winowajcy od poduszek.
-Ha
ha ha- normalnie tarzałam się po podłodze ze śmiechu. Jak mam
takie głupawki nie mogę się opamiętać. Sama nie wiem, z czego
się śmialam. Taki lekki napad.
- Yyyy...
- chłopcy popatrzyli na mnie jak na jakąś idiotkę. Przestałam
się śmiać i byłam trochę zawstydzona z mojej głupoty. No ale
cóż. Taka już jestem.
- To
gdzie idziemy? Nie chce mi się. Najchętniej to bym posiedziała w
domu, pochrupała marchewki i pooglądała film- powiedziałam
- Toż
to zbrodnia! Tylko ja mogę jeść marchewki w tym mieście!-
zaczęło odbijać Louis'owi.
Uśmiechnęłam
się pod nosem, po czym ruszyłam w stronę drzwi. Znalazł się
"dżentelmen" od siedmiu boleści. Zayn próbując być
uprzejmy i otworzyć mi drzwi, tak się nimi (drzwiami) zamachnął,
że mnie uderzył w nos. Trochę krwi mi z niego poleciało.
-Przepraszam!
Przepraszam! Przepraszam! Nie chciałem! Przepraszam!- zaczął
zawodzić Zayn.
-Nic
się nie stało – powiedziałam gorzko. Pierwsze spotkanie i od
razu wtopa. Ehh... Ja to mam szczęście. Od razu podbiegli do mnie
wszyscy chłopcy. Myślałam że chcą mnie zawieść do szpitala,
tak się tym przejeli.
-Spokojnie,
chłopaki! To tylko krew! Dajcie mi dojść do łazienki!
Tym
całym zamieszaniem zbudziłam moją siostrę, która (O zgrozo!)
zaczęłą piszczeć na ich widok, skakać, i uwieszać się na nich.
Boże, ale się przez nią wstydu najadłam. Natomiast jak zobaczyła
moją krew, króra ciekła mi z nosa, zaczęła krzyczeć (oczywiście
w naszym ojczystym języku) "MÓJ BOŻE, JAGODA! CO CI JEST! WEŹ
TĘ KREW BO ZARAZ ZEMDLEJĘ!". Jak powiedziała tak zrobiła.
Zemdlała. Louis zaniósł ją na górę; za to byłam mu bardzo
wdzięczna.
Liam
przysiósł mi lód z zamrażarki i przyłożył do nosa.
Podziękowałam mu skromnie. Potem poszłam do toalety umyć się z
resztek krwi. Zeszło mi dobre pół godziny. Że tez ja muszę się
tak grzebać!
-Ok,
chłopaki, chyba nic z tego wyjścia nie będzie. Nie mogę zostawić
siostry samej. Trudno. Może innym razem. A tak poza tym, to czy my
się nie za mało znamy?
-No....
Może. Ale od razu wywarłaś na nas dobre wrażenie – potwierdził
Lou. - to my będziemy sie zbierać.
-Ehh..
No to zmykajcie. Ja już sobie poradzę a wy sio! Już! Nie ma was-
mówiłam żartobliwym tonem - jak coś to dzwońcie. - podarowałam
im uroczego smajla, po czym poszłam na górę ocucić moją
siostrę.
Kurczę.
Poznałam pięciu świetnych chłopaków i, oczywiście, od razu ich
spłoszyłam. Jezu! Ale ze mnie baranka! No cóz... I tak by mnie nie
polubili. Jak tylko wyszli za drzwi, rozległ się dzwonek telefonu.
Nieznany numer. No supeer.
-Haloo? - zapytałam
-Hej. To kiedy umówimy się na kawe? Obiecałaś nam! - krzyknął do telefonu Niall
-Dopiero co wyszliście ode mnie z domu, a już chcecie się umawiać na kawę?Ha ha ha! Prędcy jesteście! Nie możecie się beze mnie obejść! - mówiłam przez śmiech.
-No... Wiesz. Byliśmy z tobą nawet nie godzinę – powiedział Lou. - Zdążyliśmy się stęsknić- dodał Zayn
-Dobra, dobra.. Teraz tak mówicie! – chichotałam do aparatu
-Haloo? - zapytałam
-Hej. To kiedy umówimy się na kawe? Obiecałaś nam! - krzyknął do telefonu Niall
-Dopiero co wyszliście ode mnie z domu, a już chcecie się umawiać na kawę?Ha ha ha! Prędcy jesteście! Nie możecie się beze mnie obejść! - mówiłam przez śmiech.
-No... Wiesz. Byliśmy z tobą nawet nie godzinę – powiedział Lou. - Zdążyliśmy się stęsknić- dodał Zayn
-Dobra, dobra.. Teraz tak mówicie! – chichotałam do aparatu
Porozmawialiśmy
jeszcze chwilę.Postanowiliśmy, że spotkamy się wieczorem, o18 w
Nando's. Maryśka obudziła się o jakiejś 10. Zrobiłam sobie i jej
śniadanie. Później ruszyłam z nią na zakupy. Nie powiem- jak na
12-latkę miała dobry gust. Wybrała dla mnie to. Uwielbiam takie proste stylizacje! Mary dla siebie wybrała to i to.
Ona jest
wysoką nastolatką, więc było jej w tym do twarzy. ( mi było by w
tym lepiej, ale nie wnikam :D) Ja wybrałam sobie jeszcze to.
Pochodziłyśmy jeszcze po sklepach.
***
godzina 15, centrum handlowe, raj dla mnie ***
-Maryśka!
Wracajmy! Nogi mnie bolą – jęczałam
-Jeszcze
jeden sklep! Plisss! U nas w Polsce nie ma takich świetnych
ciuchów!
-Ej!
Kasa nam się kończy! Chodź, bo całą kasę wydasz!
Mała
niechętnie mnie posłuchala. Gdy przyszłyśmy (z buta!) do domu
była już 16. Przestraszyłam się, iz moge się spóźnić. Tylko
zaistniał problem – Mary nie może sama zostać w domu. W polsce
mnie by to nie obchodziło i zostawiłabym ja na pastwe losu, ale
jesteśmy w obcym kraju, a ja tak sie zachowywać nie mogę. Bo jak
matka się dowie, to mnie zabije. Przebrałam się w to i poszłam porozmawiac z Maryśką. No bo kurczę, nie wezmę jej, bo
zaraz będzie się uwieszała na każdym z nich. "Co zrobić!?
Co zrobić?" gorączkowo myślałam. Nic jednak do mojego
pustego łba nie przychodziło.
-dam
ci trzy dychy, jak zostaniesz w domu i zamkniesz drzwi na klucz pod
moją nie obecność- powiedziałam. Nic innego nie przychodziło mi
do głowy.
-Cztery i zgoda! - krzyknęła Mary. Co za podła małpa!
-Okej!
Tylko masz nigdzie nie wychodzić i zamknąć wszystkie drzwi i
okna! - krzyknęlam.
-A
tak wogule... To gdzie wy wychodzisz? - sapytała dziewczynka
-A
co cie to? Idę do baru cos zjeść
-No
super! Ty będziesz się obżerała a ja tu będę siedziała!
-Zamówię
ci pizzę! NIE JĘCZ JUŻ! - zdenerwowałam się jej postawą.
O
godzinie 17 wyszłam z domu i czaczęłam się kierować w stronę
centrum. O 17:50 byłam już na miejscu i oczekiwalam chłopaków.
Przyszli punktualnie. Przywitałam się ze wszystkimi przytulańcem i
buziakiem w policzek. Pogadaliśmy troszkę po cyzm podszedł do nas
kelner.
-Dzień
dobry. Czy cos podać? - zapytał
-To
co zawsze! - krzyknął uradowany Niall
-A
dla pani? - tu kelner zwrócił się do mnie.
-Hmm...
Ja poproszę to co oni – uśmiechnęlam się, a kelner coś
zanotował.
-No
to opowiedz nam coś o sobie – powiedział Zayn.
-Mam
na imię Jagoda i mieszkam w Polsce. Koniec sprawozdania –
odpowiedziałam.
-Aaaa...
Coś konkretnego? Np. Ile masz lat, do jakiej szkoły chodzisz, co
chciałabyś robić zawodowo, jakich lubisz facetów – brunetów,
blondynów, szatynów, brązowookich, niebieskookich,
zielonookich,szarookich itp.
-Hahahaha!
A co książkę piszesz? - nie chciałam odpowiadać na ostatnie
pytanie...
-On
tylko tak z ciekawości – bronił go Harry – A ja też chcę
wiedzieć! - krzyknął uradowany z myślą, że mu powiem
-Lat
19, studia, nie wiem, nie odpowiem. - powiedziałam lekko
rozdrażniona.
-Jaki
kierunek? - zapytał Harry
-A
co cię to obchodzi? To moje życie, a nie twoje loczku – posłałam
mu megga słodziachnego smajla.
-Dobra
już nie pytamy – rzekł Zayn – A... jeszcze jedno, malusieńkie
pytanko...
-Jakie?
- spytałam
-Co
lubisz robić w wolnym czasie? - zapytał brązowooki
___________________________________________
Tak więc jestem! Przepraszam za błędy ortograficzne. Jest taki błąd dotyczący kropek. Pisałam o tym wcześniej. Za to serdecznie przepraszam.
Dodałam rozdział dzisiaj i zapewne dodam jutro :) Piszcie o czym chcielibyście przeczytać na tym blogu. A więcc.... Do jutra ! :D
Dodałam rozdział dzisiaj i zapewne dodam jutro :) Piszcie o czym chcielibyście przeczytać na tym blogu. A więcc.... Do jutra ! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz